• Wpisów:25
  • Średnio co: 95 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 19:54
  • Licznik odwiedzin:3 396 / 2496 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Założyłam nowego bloga,co nie znaczy,że usuwam tego.
Nie,nie,nie.>.<
Link: http://jaimojawyobraznia.blogspot.com/
Serdecznie zapraszam wszystkich do czytania,komentowania.Czekam na wasze opinie i pomysły na oby dwóch blogach.
 

 
Kiedy dojechaliśmy już na miejsce Maks wysiadł z samochodu i nie zwracając uwagi na mnie wyciągnął walizki z bagażnika i wbiegł na po schodach do mojego pokoju.
Wbiegłam za nim i zamknęłam drzwi do swojego pokoju na klucz,po czym oparłam się o nie plecami.
# Odsuń się i otwórz te drzwi.-wymamrotał nie patrząc na mnie.
#Nie.! Dopóki nie przestaniesz się zachowywać jak dziecko i powiesz co takiego zrobiła.?!-stanęłam stanowczo i próbowałam spojrzeć mu w oczy.
# Nic.Już mówiłem.-spojrzał przez chwilę obojętnym wzrokiem na mnie.
# Maks,to się już robi śmieszne.Proszę cię.Powiedź czego się dowiedziałeś od Oskara.-podeszłam do niego i złapałam go za rękę.
#Maksiu.Nie chcę cię stracić.-palcem podniosłam jego brodę do góry i delikatnie musnęłam jego wargi.
Policzki Maksa zrobiły się czerwone. Co ucieszyło mnie,naprawdę lubiłam ten widok.
# Ja już nie wiem co mam myśleć.Przepraszam,że nie zapytałem najpierw ciebie tylko od razu się obraziłem. Jesteś dla mnie najważniejsza i wydaje mi się że ja dla ciebie też,więc nie mogłabyś mi tego zrobić,prawda.? -jego oczy zaczęły się błyszczeć.Czyżby płakał.Pierwszy raz widziałam jak płacze.To musiało być coś poważnego,coś co go zabolało.
# Oczywiście że cię kocham,jak mogłeś w to wątpić.Nie zrobiłabym niczego co mogłoby cię zaboleć.Wierzysz mi prawda.?-wytarłam jego łzę i pogłaskałam go po policzku.
# Wierzę,oczywiście że wierzę.-usiadł na tapczanie.
#Jaki ja jestem głupi.!Wszystko zepsułem,prawda.?-położył się na łóżku i zasłonił dłońmi oczy.
Podeszłam do niego i położyłam się obok.
#Oczywiście,że nie.Ale muszę wiedzieć czego się dowiedziałeś.Rozumiesz.?-zsunęłam ręce z jego twarzy i patrzałam mu w oczy.
Głośno westchnął i zaczął opowiadać.
# Kiedy wsiadałem do samochodu podbiegł do mnie Oskar,pamiętasz prawda.? I powiedział mi,że mnie z nim zdradziłaś,wtedy kiedy się kąpałem.Że powiedziałaś mu że jestem dla ciebie tylko zabawką i zostawisz mnie dla niego przy najbliższej okazji.-kiedy kończył opowiadać załamał mu si głos i się popłakał.
Patrząc na niego,łzy same zaczęły lecieć.
# Maksiu,nie mogłabym ci tego zrobić.Prawda jest taka,że to on się do mnie dobierał,ale ja go odtrąciłam.Bo kocham ciebie i tylko ciebie.Słyszysz .? -położyłam dłonie na jego policzkach.
#Tylko ciebie.-powtórzyłam ciszej i przyłożyłam nos do jego nosa.
Maks uśmiechnął się delikatnie i pocałował mnie namiętnie.Położył się na mnie i całował mnie po szyi. W tych właśnie okolicznościach doszło do mojego pierwszego stosunku.Wyobrażałam go sobie inaczej.Świece,romantyczna kolacja. Ale nie żałuję,liczyło się tylko to,że jestem z nim.W obojętnie jakich warunkach.Byle by z nim.

Po wszystkim Maks nie mógł oderwać ode mnie wzroku.
#Jesteś niesamowita.-wyszeptał mi do ucha i delikatnie mnie w nie ugryzł.
# Przestań.Wcale nie jestem.-zawstydziłam się,a na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.
# Oj lubisz się ze mną kłócić.-pocałował mnie w nos .
#No oczywiście,tylko z tobą skarbie.-uśmiechnęłam się i delikatnie go pocałowałam.
# Musimy się zbierać.Zaraz wraca moja mama.-spojrzałam na zegarek.
Obkręciłam się kołdrą,zebrałam swoje rzeczy i przygryzając wargę machnęłam palcem,aby poszedł za mną.
# Pomożesz mi umyć plecki.?-uśmiechnęłam się,powoli odwróciłam się do niego tyłem i poszłam do łazienki.
Maks siedział jeszcze chwilę patrząc na mnie,pokiwał głową,uśmiechnął się,zabrał swoje rzeczy i pobiegł za mną do łazienki.
Wykąpaliśmy się i po 20 minutach siedzieliśmy już w kuchni i jedliśmy tosty.
#Cześć mamo.!-krzyknęłam kiedy usłyszałam,że drzwi do domu się otwierają.
#Cześć skarbie.Witaj Maks.-uśmiechnęła się wchodząc do kuchni.
# Jak już jesteś,to my idziemy na miasto.-pocałowałam mamę w policzek i wyszliśmy z domu.
Już dawno nie byłam w takim nastroju.Czułam się cudownie.Bez zmartwień,strachu. Wszytko dzięki Maksowi.
Kochałam go,na prawdę go kochałam.Tylko jego.Był dla mnie najważniejszy.
 

 
Noc była bardzo trudna z tego względu,że spaliśmy na co prawda wygodnej sofie,ale w pozycji prawie siedzącej.Wstaliśmy obolali i z nie chęcią poszliśmy na śniadanie,które przygotował wujek Michał i jego syn Oskar(Oskar był od nas o rok młodszy).
#Noo witam,witam śpiochy.Jak się spało.?-zaczął podśmiewać się z nas wujek.
#Oj,dał byś nam spokój.-powiedziała ciocia siadając przy stole i podparła ręką głowę.
#Wyglądacie jakbyście się wszyscy upili,nie Oskar.?-wujek Michał podszedł do cioci i pocałował ją w czoło.
#Yhym.-rzucił krótko Oskar,speszony obecnością nowych osób.
#Dobra,siadajcie dzieciaki i jedzcie.-powiedziała ciocia i zaczęła robić sobie kanapkę.
#Smacznego wszystkim.-powiedział wujek.
#Dziękujemy i nawzajem-odpowiedzieli wszyscy jednocześnie.
Po skończonym śniadaniu Maks i ja postanowiliśmy się jeszcze przespać,ale już na wygodnym łóżku w pokoju.
Prawie wczołgałam się do pokoju i od razu położyłam się na łóżko.
#Dobranoc misiek.-rzuciłam szybko i przyłożyłam twarz do poduszki.
#Dobranoc,dobranoc.-pocałował mnie w policzek i też położył się spać.
Spaliśmy ze 2 godziny.Wstałam szybciej od Maksa,więc w czasie kiedy on jeszcze spał przebrałam się,pomalowałam i obudziłam go.
#Wstawaj,ile można spać.-usiadłam na niego okrakiem i pochylając się podmuchałam mu we włosy.
Maks powoli otworzył oczy i przeciągając się zapytał o godzinę.
#No już odpowiednia,żeby wstać.-zeszłam z niego i wyjrzałam przez okno.
Po jakiś 30 minutach Maks był gotowy.
#To gdzie idziemy.?-zapytałam stojąc przy drzwiach wyjściowych.
#Jak chcecie to możecie iść z Oskarem na plażę.-zaproponowała ciocia kiedy rozkładała sobie leżak.
#O to dobry pomysł,prawda.?-spojrzałam na Maksa i na Oskara,który właśnie wyszedł z domu i nie wiedział jeszcze o co chodzi.
#No dobry,dobry.-Maks objął mnie w pasie.
#Oskar kochanie Laura i Maks pójdą z tobą.-ciocia Monika uśmiechnęła się do speszonego i wystraszonego Oskara.
#To poczekaj,my tylko pójdziemy po swoje rzeczy.-pobiegłam z Maksem do naszego pokoju,założyłam pod sukienkę strój kąpielowy i zabrałam torebkę.
Na plaży byliśmy po 20 minutach.Rozłożyliśmy ręczniki i pościągaliśmy ubrania.
Kiedy ściągnęłam sukienkę widziałam jak obydwoje patrzyli na mnie zawstydzeni.
#Ty Oskar pewnie codziennie tu bywasz,co.?-zapytałam,żeby przerwać niezręczną ciszę.
#Tak,znaczy nie,znaczy staram się tu przychodzić jak najczęściej.-zaczął się motać i rozglądać po całej plaży.
#Idziemy popływać.?-zaproponował Maks.
#Idźcie,ja się trochę poopalam.-powiedziałam i rozłożyłam się na ręczniku.
Kiedy przewróciłam się na brzuch usłyszałam,że ktoś przyszedł i usiadł na ręczniku obok mnie,to był Oskar.
#Już wróciłeś.?-zapytałam siadając na ręczniku.
#Tak,już mi się nie chce pływać.-powiedział to tak inaczej.Zmienił ton swojego mówienia i teraz nie wydawał się już taki wstydliwy,wręcz przeciwnie.
#A ty nie idziesz pływać.?-zapytał spoglądając na morze.
#Jakoś nie mam ochoty.Ale mam ochotę na loda.Idziesz ze mną.?-spojrzałam na sprzedawcę chodzącego z lodami.Wstałam otrzepałam się z piasku i wyciągnęłam pieniądze.
#Pewnie,ze idę.-on zrobił to samo.
Kupiliśmy sobie po lodzie.Miałam dziwne wrażenie,że Oskar przez cały czas kiedy byliśmy sami przyglądał mi się i siedział coraz bliżej mnie.
Byliśmy na plaży jeszcze 1 godzinę,a potem poszliśmy do domu.
#Muszę się wykąpać.-powiedziałam kiedy byłam sama w pokoju.(Ja z Maksem mieliśmy oddzielną łazienkę)
#Om. . .to może ja pójdę z tobą.-podszedł do mnie,przytulił się zaczął całować mnie po szyi.
#Aaa. . .może innym razem.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać kiedy zobaczyłam wyraz jego twarzy.
#No ok.-w tym momencie do pokoju wszedł Oskar.
#Nie chcesz mnie,to nie.Ja sobie posiedzę z Oskarem.-spojrzał na mnie z wyrzutami.Ja tylko przewróciłam oczami,wzięłam czyste rzeczy i poszłam do łazienki.
Kiedy się wykąpałam,wróciłam do pokoju,a Maks poszedł do łazienki po mnie,w tym czasie ja zostałam z Oskarem,który uporczywie nie chciał wyjść z naszego pokoju.
Usiadłam więc obok niego na tapczanie.
#Ładnie wyglądasz.-rzucił arogancko i obejrzał mnie od stóp do głów.
#Dziękuję.-powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
#Laura ,nie będę owijał w bawełnę.Chcę po prostu zobaczyć co masz pod tą ładną sukieneczką.-powiedział i przysunął się do mnie,obejmując mnie przy tym.
Nie wytrzymałam,uderzyłam go w twarz.
#Kocham tylko Maksa rozumiesz.?!I nie daję byle komu gówniarzu.!-wstałam i odsunęłam się od niego.
#Oj maleńka,od razu tam byle komu.Widziałem twoją piękną pupcię iii. . .-podszedł do mnie i wyszeptał mi to do ucha po czym chwycił mnie za pośladki.
#Ty świnio.!-uderzyłam go jeszcze raz i poszłam pod drzwi do łazienki.
#Maksiu wpuść mnie.!Proszę.!-ku mojemu zdziwieniu Maks dość szybko otworzył mi drzwi.Kiedy zobaczyłam go przepasanego tylko ręcznikiem muszę przyznać,że to ja się teraz zawstydziłam.
#Mmm. . .jak ty apetycznie wyglądasz.-weszłam do łazienki i zamknęłam drzwi na klucz.
#Przepraszam,że nie dałam ci się spokojnie wykąpać,ale no musiałam.
#Nie no co ty,już się wykąpałem,tylko jeszcze się muszę ubrać.
#Pomóc ci może.?-zapytałam chichocząc pod nosem i bawiąc się jego ręcznikiem.
Maks głośno przełknął ślinę.
#Dziękuję kotek,ale poradzę sobie.-spojrzał na mnie z wyrzutami i odsunął się.Dokładnie wiedziałam o co mu chodzi.Nie musiał nic więcej mówić.
#No dobra,jak chcesz.-odwróciłam się do niego tyłem i poczekałam,aż się ubierze.Kiedy był gotowy zeszliśmy na obiad,spakowaliśmy się i czekaliśmy aż przyjedzie po nas tata Maksa.
#Cześć ciociu.-powiedziałam przytulając się do cioci Maksa.
#Cześć młoda,mam nadzieję,że nas jeszcze odwiedzicie.
#Cześć wujek.-zaśmiałam się i przytuliłam wujka Michała na pożegnanie.
#Oskarek chodź,Laura z Maksem zaraz będą jechać.
#Cześć.-powiedziałam wyciągając do niego rękę z kamienną miną.
#Oj chodź tu.-przyciągnął mnie i poklepał po pupie co najwidoczniej zauważył tylko Maks.
#Nienawidzę cię.-wyszeptałam mu do ucha i szybko się od niego odsunęłam.
Maks też się ze wszystkimi pożegnał,kiedy miał wsiadać do samochodu podbiegł do niego Oskar i wyszeptał mu coś do ucha,ale nie wiem co,wiem tylko tyle,że przez to Maks nie odzywał się do mnie przez całą powrotną drogę.
 

 
Po tym strasznie dziwnym telefonie,kolejne dni były zadziwiająco spokojne.Nie dostawałam od niego żadne wiadomości.Zaczęłam sobie nawet wmawiać,że już dał sobie spokój i jestem bezpieczna.Większą wagę przywiązywałam teraz do nauki,bo muszę przecież zdać.Moi znajomi uważają,że wróciłam stara ja,cokolwiek to oznacza.

PIĄTKOWY WIECZÓR.

#Cześć słońce.-do mojego pokoju wpadł Maks.
#Hej.-podbiegłam do niego i pocałowałam go na powitanie.
#Mam dla ciebie niespodziankę.-powiedział cały czas się uśmiechając.
#Jaką.?
#Moja ciocia zaprasza nas do ciebie na weekend.-pocałował mnie i wziął na ręce.
#Która.?Monika.?
#No pewnie,że Monika.
#To fajnie,ale nie wiem czy mama. . .-nie skończyłam mówić,bo Maks wszedł mi w słowo.
#Jedziesz,już z nią rozmawiałem.-zaczął się śmiać i przewrócił mnie na łóżko.
#Kiedy wyjeżdżamy.?-zapytałam kiedy skończyliśmy się śmiać.
#A no właśnie,dzisiaj,ja już się spakowałem i przyszedłem,żeby tobie pomóc.-wstał z łóżka i pomógł mi się podnieść.
Po 3 godzinach byliśmy już na miejscu.Ciocia Monika jak zwykle uśmiechnięta.Bardzo ją lubiłam i mimo,że nie była moją ciocią też ją tak nazywałam.
#Ciociu.-krzyknął Maks kiedy tylko wysiedliśmy z samochodu.
#Cześć dzieciaki.-odkrzyknęłam ciocia i podeszła,żeby się z nami przywitać.
#Miło was widzieć.-zaczęłam nas ściskać.
#Zapraszam.-pomogła nam z bagażami i pokazała swoje pokoje.
#Czujcie się jak u siebie,za jakąś godzinkę będzie obiad,a wy się przez ten czas rozpakujcie.-powiedziała ciocia Monika i wyszła zostawiając nas samych.
#Mmm. . .mamy wspólny pokój i tylko jedno łóżko.-Maks objął mnie w pasie i zaczął śmiesznie poruszać brwiami.
#Jak nie będziesz grzeczny to będziesz spał na podłodze.-pstryknęłam go w nos i położyłam się na łóżko.
#Oż ty.!-Maks rzucił się na mnie i zaczął mnie łaskotać.
Tak się wygłupialiśmy,że spadłam z łóżka.
#I kto tu niby będzie spał na podłodze.-Maks śmiał się jeszcze chwilę ze mnie,a potem wziął mnie za rękę i zeszliśmy razem do kuchni.Ciocia Monika świetnie gotuje.
#Ciociu masz talent.Świetnie gotujesz.
#Dziękuję Lauro.
Po obiedzie poszliśmy do ogrodu.Ciocia miała ogromny basen.
#Muszę się w nim wykąpać.Zaraz wracam.-pobiegłam do domu przebrać się w strój kąpielowy.
Kiedy wróciłam Maks siedział już w wodzie.Ściągnęłam sukienkę i wskoczyłam do basenu.
Maks widząc mnie w bikini strasznie się speszył,jeszcze nigdy go takiego nie widziałam,bardzo chciało mi się z niego śmiać,ale wolałam udawać,że tego nie widzę.
#Kochanie wyglądasz. . .Jacie,nie wiem co mam powiedzieć.-przysunął się do mnie i śmiesznie poczochrał swoje włosy.Uśmiechnęłam się tylko i zaczęłam chlapać go wodą.
#O niee,pożałujesz tego.-rzucił się na mnie i zaczął chlapać mnie wodą.Wygłupy przerwała nam ciocia Monika.
#Co wy robicie w moim basenie.?Ładnie to tak się wygłupiać i nawet ciotki nie zawołać.?-powiedziała ciocia i wskoczyła do basenu.Po godzinie wygłupów wszyscy poszliśmy do domu.Zjedliśmy kolację i przygotowywaliśmy się do snu.Kiedy wszyscy byli już wykąpani i przebrani w piżamy usiedliśmy w salonie i oglądaliśmy film,w połowie wszyscy usnęliśmy.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeśli macie jakieś pomysły na dalszy ciąg tej historii to piszcie w kom. lub w wiadomościach,w miarę moich możliwości postaram się wykorzystać wasze pomysły.Oczywiście pozdrowionka i podziękowania dla każdego pomysłodawcy.^ ^
 

 
Myślałam,że to się nie wyda,że nikt się nie domyśli co mi się stało.No i nikt się nie domyślił,ale wszyscy moi znajomi zauważyli,że coś jest ze mną nie tak.Zaczęłam bać się własnego cienia,nigdzie sama nie wychodziłam,każdy mężczyzna przypominał mi tego faceta,kiedy Maks mnie dotykał nawet w rękę,to nie było takie uczucie jakie powinno,ja się bałam,czułam wtedy obrzydzenie i odrazę,chociaż tak naprawdę go kochałam.Wszyscy dopytywali co mi jest,a ja jednym głupim zdaniem odpowiadałam,że mam zły dzień i kiedyś mi przejdzie.Oni wierzyli,bo niby dlaczego miałabym ich okłamywać.
---------------------------------------
JAKIŚ TYDZIEŃ PÓŹNIEJ.

#Laura,Maks do ciebie.!
#Już idę mamuś.!-krzyknęłam szybko zbiegając ze schodów.
#Cześć kotek.-Maks przytulił się do mnie.
#Cześć,cześć.-pocałowałam go w policzek.
#Idziemy.?-zapytał łapiąc mnie za rękę.
#No moo...możemy.-odpowiedziałam,nie chcąc znowu mu odmawiać.
#Cześć mamo.-powiedziałam i wyszłam z Maksem z domu.
#Gdzie idziemy.?-spytałam stając na schodach.
#Na ognisko.Czekają już na nas.
#A długo będziemy tam siedzieć.?-spytałam z niepokojem.
#To zależy,czy będzie fajnie.-pocałował mnie w policzek i zaciągnął na jakąś polanę,czy co to było.
#Wszyscy już są.?-zapytał Maks witając się z kolegami.
#Prawie,jeszcze tylko Rafał.
#Rafał.?
#No tak,tak.Kuzyn Dawida.-pokazał palcem na jakiegoś chłopaka.
#Ok.Chodź Lauruś.-Maks pociągnął mnie za rękę i usiedliśmy obok tego Dawida.
Kiedy zaczęło się robić ciemno przyszedł Rafał.
#Siema.-krzyknął Dawid i zaczął przedstawiać swojego kuzyna wszystkim po kolei.
#Wydaje mi się znajomy.-szepnęłam do Maksa,cały czas przyglądając się Rafałowi.
#No właśnie mi też.
#Już wiem.! Ale dziwne,że ty go nie poznajesz,bo to cb z nim widziałem.-spojrzał ze zdziwieniem na mnie.
#Naprawdę.?-spojrzałam przez chwilę na Maksa,a później znowu wpatrywałam się w Rafała.
Rafał usiadł obok mnie i Dawida.
#Powiedziałaś już komuś.?-szepnął mi do ucha.
#Ja.?Alee. .to ty.-krzyknęłam i nagle wszyscy zaczęli się nam przyglądać.
#Tak,to ja.-powiedział śmiejąc się Rafał.
#Ale przypał.Ciesze się po prostu,że mogłam cię znowu zobaczyć. . .-przerwałam na chwilę i wpatrywałam się w niebieskie oczy Rafała.
#Naprawdę się cieszysz.?-uśmiechnął się nie spuszczając ze mnie oczu.
#No właśnie,naprawdę się cieszysz.?-zapytał zirytowany Maks.
#Tak,boo,boo mam jego bluzę i bałam się,że już mu jej nie oddam.-starałam się wybrnąć z tej sytuacji.
#Mhmm.-przytaknął tylko Maks i przewrócił oczami.
#A my się jeszcze nie znamy chyba,jestem Maks,chłopak Laury,pewnie ci o mnie nie wspomniała jeszcze.-wyciągnął natarczywie rękę w kierunku Rafała.
#Nie było takiej okazji,ale bardzo miło mi cię poznać.Szczęściarz z cb.-uścisnął rękę.
#Tak wiem,nie każdy mógłby mieć taką dziewczynę jak Laura.-pocałował mnie w policzek.
#Rafał odprowadzisz mnie,a ja od razu oddam ci bluzę,ok.?-przerwałam tą żenującą rozmowę.
#Tak oczywiście,teraz.?-zapytał zapinając bluzę.
#Jakbyś mógł.-wstałam.
#Ty sb sieć,nie będę cię odciągać od kolegów i tak spędzasz ze mną wystarczająco dużo czasu.
#Ale dla mnie to żadne problem.-zerwał się szybko z ławki i przytulił mnie,żeby się nie przewrócić,bo był już dość wcięty.
#Kochanie nie obraź się,ale wolę kogoś trzeźwego.-odsunęłam go od sb i pożegnałam się z wszystkimi.
#Więc,nie odpowiedziałaś mi na pytanie.Powiedziałaś już komuś.?Sądząc po zachowaniu Maksa,to chyba już. . .
#Nie,nie powiedziałam nikomu.Tylko ty wiesz i mam nadzieję,że nikomu nie powiesz.-przerwałam mu i nerwowo zaczęłam się rozglądać.
#Nie powiedziałem.Laura ty wiesz dobrze,że powinnaś iść na policję,bo to nie jest normalne.On może ci jeszcze raz spróbować coś zrobić,a jak mnie,ani nikogo innego nie będzie przy tb.?To co wtedy zrobisz.?To nie jest zabawa.Masz iść na policję słyszysz.-robił mi wyrzuty,ale ja przecież doskonale o tym wszystkim wiedziałam,ale bałam się,nwm dlaczego.Bałam i wstydziłam.To nie jest rzecz o której można od tak komuś powiedzieć.To boli za każdym razem jak o tym mówię,a nawet pomyślę.Przeżywam to na nowo za każdym razem.
#On już chyba dał sb spokój.Jestem bezpieczna i już się nie boję.
#Nie boisz.? To dlaczego ciągle się rozglądasz i idziesz tak blisko mnie,dlaczego nie chcesz wchodzić w ciemne uliczki.?Potrafisz mi to wytłumaczyć.?Nie,nie potrafisz,bo to jest twój lęk nad którym nie możesz panować.On jest silniejszy od cb.
#Przestań.!Już przestań.!Wgl. mi nie pomagasz.!-zaczęłam płakać,chciałam uciec,ale bałam się że on może już gdzieś tam być.
Kiedy Rafał mnie przytulił i starał uspokoić zadzwonił telefon.
#Halo.!-zapytałam wycierając oczy.
#Wiem co on chce żebyś zrobiła,ale nie możesz.Dobrze myślisz,jesteś grzeczną dziewczynką i dla naszego dobra nikomu nie powiesz,ani o tym co się stało,ani o tym telefonie.Jasne.?Jeśli piśniesz choć słówko temu swojemu chłoptasiowi,albo komukolwiek,dokończę to co zacząłem,tylko że tym razem nikt nam nie przeszkodzi.Będziesz tylko moja.Więc pamiętaj ciichutko.-powiedział to nie dając mi dojść do głosu i się rozłączył.
#Kto to.?-zapytał dociekliwie Rafał.
#Nikt taki,kolega.Przypomniał mi o swoim zeszycie.-serce zaczęło mi coraz mocniej bić.Przez całą drogę już nie odezwałam się do Rafała ani słowem,myślałam z przerażeniem,że on gdzieś tu musi być,słyszał jak rozmawiałam z Rafałem i skąd miał mój nr.? Te pytania nie dawały mi spokoju.
#O jesteśmy,chodź oddam ci bluzę.-pociągnęłam go za rękę i weszliśmy do domu.
#Cześć kochanie.
#Cześć to Rafał,przyszedł po swoją bluzę.
#Dobry wieczór.-skinął do mamy i pobiegł za mną na górę.
#Dobry wieczór.-odpowiedziała i poszła do pokoju.
#Proszę i dziękuję.-podałam Rafałowi bluzę.
#Nmzc.Na pewno nic ci nie jest.?Ja wiem o wszystkim,więc może potrzebujesz pogadać.?-spojrzał z troską.
#Uwierz mi nie wiesz wszystkiego. . .Powinnam już się położyć,jestem strasznie zmęczona.Miło było cię znowu zobaczyć.
#No jasne.Może dałabyś mi swój nr,nie chciałbym stracić z tb kontaktu.
#No oczywiście,to dobry pomysł.
Podałam mu swój nr i kiedy wyszedł podbiegłam i zasłoniłam okna.



--------------------------------------------------
Pozdrowionka dla mojej kochanej Nikooli.<3
Powodzenia w czytaniu piękna.^.^
 

 
Następnego dnia nie poszłam do szkoły.Skłamałam mamie,że strasznie boli mnie brzuch,i odpuszczę sb szkołę,a lekcje odpisze od Oli.Mama niechętnie się zgodziła.Byłam strasznie zmęczona,lecz mimo to nie mogłam zasnąć.Leżałam i przeglądałam sms'y od Maksa i Oli.Oczywiście,odpisywałam tylko na te od Oli.
#Kochanie,chodź na obiad.!-krzyknęła mama z kuchni.
# Nie jestem głodna mamo.!-odkrzyknęłam.
Spojrzałam na lusterko leżące obok łóżka i widząc swój policzek ponownie się rozpłakałam.
Ciągle się zastanawiałam,czy dobrze zrobiłam nie mówiąc o tym nikomu,ale nie mogłam zrobić inaczej,nie miałam odwagi.
Nagle moje rozmyślanie przerwało mi pukanie do drzwi.
#Przyniosłam ci lekcje.-do pokoju weszła Ola z plecakiem na ramieniu.
#O. . .miałam do cb dzwonić.Miło,że o mnie pomyślałaś.-wymusiłam uśmiech.
#Siadaj-poklepałam łóżko.
Ola usiadła obok mnie na łóżku i zaczęła się przyglądać mojej twarzy.
#Co ci się stało.?-dotknęłam mojego policzka.
#Nic.-szybko się odsunęłam.
#Yymm. . .dużo dzisiaj pisaliście.?-zmieniłam temat.
Ola tylko przymrużyła oczy i nic nie mówiąc podała mi lekcje.Później jeszcze dość długo rozmawiałyśmy.
#Chodźmy na spacer.-Ola szybko się zerwała i złapała mnie za rękę.
Przestraszona wyjrzałam przez okno.
Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć.Jednak na moje szczęście,ale i nieszczęście przyszedł Maks.
#Możemy porozmawiać.?-spytał stając na przeciw mnie.
#Na osobności.-spojrzał znacząco na Olę,która wzięła plecak,pożegnała się ze mną i wyszła.
Usiadłam na tapczanie i zaczęłam patrzeć na podłogę. Maks usiadł obok mnie.
#Co ci się stało w policzek.?-starał się spojrzeć mi w oczy,jednak ja,jak tylko potrafiłam uciekałam wzrokiem.
#Przewróciłam się.-szybko odpowiedziałam
#Ook. . .a powiesz mi kim był ten chłopak.?-pytał Maks,nie odpuszczając.
#A co cię to obchodzi,co.?! Chcesz mi robić wyrzuty,że mam kolegów.?! Hmm.?!-wstałam i zaczęłam płakać.
#Ej,ej.Co się stało.?-zapytał spokojnie,przytulając mnie mocno do sb.
#Nic,jaa . .po prostu. . .mam zły dzień.-rzuciłam szybko,wtuliłam się mocno w jego klatę i zaczęłam płakać jak małe dziecko.
#Ciichutko.-Maks starał się mnie uspokoić.
Tę chwilę przerwało pukanie do drzwi.
#Laura,idźcie do sklepu po bułki,bo zapomniałam kupić.-kiedy mama weszła do pokoju,odkleiłam się od Maksa i odwróciłam się do niej tyłem.
#A ty nie możesz.?-spytałam,wycierając oczy.
#Nie,nie mogę.-powiedziała stanowczo.
#Maks z tb pójdzie,prawda.?-uśmiechnęła się do Maksa dając mu pieniądze.
#Oczywiście,że pójdę.
#Ok.-mama jeszcze raz się uśmiechnęłam,a potem wyszła.
#No to zbieraj się piękna.Idziemy.-powiedział Maks,wycierając mi zapłakane oczy.
#Ja. . nigdzie nie idę.-powiedziałam cała się trzęsąc.
#A to niby czemu.?-zapytał zdziwiony Maks.
#Bo. . -nie wiedziałam co mu powiedzieć,nie mogłam przecież wyjawić prawdy.
#Bo,bo. . no właśnie.Chodź,idziemy.-wyciągnął mi jakieś ubrania z szafy,a sam stanął tyłem. Szybko się ubrałam.
#Już,jesteś gotowa.?-zapytał Maks,zakładając kurtkę.
#Już.-szybko odpowiedziałam.
Złapał mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Idąc chodnikiem mocno się do niego przytulałam i patrzałam za sb jak głupia.
#Co ci jest.?-zapytał drwiąco Maks.
# Nic,nic.-odpowiedziałam szybko,kiedy wchodziliśmy do sklepu.
Kiedy staliśmy już przy kasie,zaczęłam się rozglądać i zauważyłam tego brutala w kolejce obok.Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się drwiąco i puścił mi oczko.Szybko się odwróciłam,serce zaczęło mi szybciej bić i myślałam,że zaraz zemdleje.
#Proszę cię,chodźmy stąd,teraz.-powiedziałam ciągnąc Maksa za rękę.
#Poczekaj,zaraz wyjdziemy.
#Ale ja chcę teraz,rozumiesz.? Ja chcę już iść do domu.-łzy zaczęły mi lecieć.
#Co się znowu stało.?-zapytał Maks.
#Nic,ja chcę do domu.-strasznie się starałam,żeby wyjść zanim on wyjdzie.
#Dobrze,zaraz pójdziemy.Spokojnie.-pogłaskał mnie po ramieniu.
#Nie.!Ja chcę wyjść teraz.!-krzyknęłam i usłyszałam donośmy śmiech tego mężczyzny.
Kiedy na niego spojrzałam wysłał mi buziaczka i pokazywał inne rzeczy,których nie będę opisywać.
Na szczęście wyszliśmy wcześniej niż on.Do domu biegłam tak szybko jak nigdy dotąd.
#Bułki zaraz przyniesie Maks mamo.-rzuciłam wbiegając po schodach na górę.
Maks przyszedł nie długo po mnie.
Położyłam się na tapczan z głową wtuloną w poduszę.Maks usiadł obok i zaczął mnie głaskać po głowie.
#Powiesz mi co się stało w sklepie.?Martwię się o cb Laura,tak trudno ci to zrozumieć,zależy mi na tb.-powiedział odsuwając się ode mnie.
#Nwm co mam jeszcze zrobić,żeby ci to udowodnić.Zakochałem się w tb i nie mogę patrzeć na to jak cierpisz.Proszę,powiedź mi co się stało.
#Naprawdę.?-usiadłam obok niego na łóżku i starałam się zmienić temat.
#Naprawdę ci się podobam,nie Wiktoria.?-spytałam patrząc mu w oczy.
#Mhmm.-położył dłoń na moim posiniaczonym policzku i niepewnie mnie pocałował,kiedy położył drugą rękę na moim biodrze,poczułam tak jakby to nie był Maks,ale ten facet.To uczucie było okropne.
Szybko się od niego odsunęłam.
#Coś się stało.?-zapytał zawstydzony Maks.
#Coś zrobiłem źle.?Jeśli tak,to przepraszam.
#Nie,ja po prostu.. . mam tam łaskotki.-wymusiłam uśmiech i złapałam się za biodro.
#Chyba powinnam iść już spać.Jutro trzeba iść do szkoły.
#No tak,tak.Już zmykam.-uśmiechnął się speszony i wyszedł z mojego pokoju,a ja zaraz po zatrzaśnięciu się drzwi zaczęłam znowu płakać.
 

 
#Przestań.!-zmarszczyłam brwi i usiadłam na tapczanie.
#Nie rozumiem co ty robisz. . . Zachowujesz się jak zwykły chuj.!-stanęłam na przeciw niego.
#Przestań krzyczeć,dlaczego niby tak uważasz.?-podszedł bliżej mnie i starał się złapać mnie za rękę.
#Zostaw mnie.!-szybko się odsunęłam.
#Może dlatego,że jeszcze dzisiaj byłeś zakochany w Wiktorii i dalej z nią jesteś,a teraz. . .Nieważne.-machnęłam ręką i wybiegłam z domu.
#Poczekaj.-wybiegł za mną,ale nie wiedział gdzie pobiegłam.
Usiadłam w moim "kąciku" w miejscu o którym istnieniu wiedziałam najprawdopodobniej tylko ja.Siedziałam tam dość długo i dopiero jak byłam na 100 % pewna,że mogę wyjść nie natrafiwszy na Maksa,wyszłam i szybko się rozejrzałam. Na szczęście nigdzie nie było Maksa.
NASTĘPNY DZIEŃ.
Jak zwykle wyszłam do szkoły z Olą.Po drodze nie spotkałyśmy Maksa,w szkole też go nie było.Dzień strasznie mi się dłużył marzyłam,żeby wrócić do domu.Kiedy znalazłam się w wymarzonym miejscu moja "kochana" mamusia kazałam mi iść do babci.
#Nigdzie nie pójdę,mamo jest ciemno.!-krzyknęłam do mamy wyglądając przez okno.
#Nie przesadzaj,przecież to nie jest daleko. Idź i nie marudź.!-mama otworzyła mi drzwi i ze zniecierpliwieniem czekała aż wyjdę.
#Ale. . .
#No idź,idź.
Więc nie marudząc więcej wyszłam z domu.Byłam już bardzo blisko domu babci kiedy nagle poczułam mocny ból głowy.Zemdlałam.Kiedy się ocknęłam zauważyłam jakiegoś dobrze zbudowanego,wysokiego mężczyznę,miał ok. 27 lat.
#Puść mnie.!-powiedziałam i próbowałam wyrwać ręce z jego uścisku.
# Cicho bądź,bo zaraz ci sam zamknę tą buźkę.-zasłonił mi usta dłonią.
Przerażona machałam nogami i starałam się wyrwać.Jednak on był silniejszy.Rzucił mnie na ziemię,uderzył mocno w twarz,a potem w brzuch i zdarł ze mnie bluzkę.Przytrzymał mnie nogami,tak że nie mogłam się wgl. ruszyć.Bałam się jak nigdy,byłam przerażona.
Kiedy byłam już w staniku i zaczynał swoimi obleśnymi łapami rozpinać mi rozporek zauważyłam mężczyznę który ściąga go ze mnie.Głośno oddychając zerwałam się z ziemi i zakrywając dłońmi swoje piersi odsunęłam się od nich.Chłopak szarpał to bydle,a potem uderzył go mocno w głowę i ten stracił przytomność.
#Chodź.!-złapał mnie za rękę i ku mojemu zaskoczeniu zaprowadził mnie do mojego "kącika".
Dał mi swoją bluzę i usiadł na drewnianej ławeczce która się tam znajdowała.
#Nikt nas tu nie znajdzie,tak mi się wydaje,że o tym miejscu wiem tylko ja.-starał się rozładować napięcie.Ale to nie pomogło.
#Ja też wcześniej o nim wiedziałam.-odpowiedziałam cały czas wpatrując się w ziemię .
Łzy zaczęły lecieć mi strumieniami.
#A co jeśli,jeśli cb by tam nie było.?-spojrzałam na niego przez chwilę przez zapłakane oczy.
Spojrzał na mnie z troską i usiadł obok,objął mnie i głaskał po głowie.
#Chodź,odprowadzę cię do domu.-powiedział pomagając mi wstać.
Kiedy szliśmy napotkaliśmy wściekłego Maksa.
#Kim ty wgl. jesteś,jak śmiesz ją dotykać.!-popchnął chłopaka który mi pomógł.
#A ty co,na mnie gadasz,a sama nie lepsza,hm.?-łzy zaczęły mi lecieć strumieniami.
#Nic o mnie nie wiesz,nic kurwa.! Nigdy cię nie ma,on musiał mi pomagać,bo cb tam nie było.!-popchnęłam go i pobiegłam do domu.
Wpadłam do domu jak poparzona.
# Byłaś u bab. . .co ci się stało.?-zapytała zaniepokojona mama podchodząc do mnie i patrząc na mój posiniaczony policzek.
#Nic,tylko się. . .przewróciłam,moge już iść spać.?-nie czekając na odpowiedź pobiegłam do pokoju.
Nie mogłam zasnąć,nie mogłam o niczym myśleć,jak tylko o tym "wydarzeniu".
 

 
#Płakałaś.?-spytała mama kiedy tylko weszłam do domu.
#Nie no co ty mamuś.-wytarłam oczy i spuściłam głowę w dół i pobiegłam do swojego pokoju.
1 GODZ. PÓŹNIEJ.
#Laura.!Masz gościa.!-krzyknęła mama i przerwała moją rozmowę z Olą.
#Już idę.!-krzyknęłam do mamy.
#Muszę już kończyć Oluś.Buźka.-powiedziałam i szybko się rozłączyłam. Zdążyłam włożyć telefon do kieszeni,a przede mną stał już Maks.
# O to ty.Siadaj.-powiedziałam i nie patrząc na Maksa poprawiłam grzywkę.
#Coś się stało,tak szybko dziś uciekłaś.-zapytał z troską i usiadł obok mnie.Serce zaczęło mi coraz mocniej bić.
#Nie,nic się nie stało.-wymusiłam uśmiech i przez chwilę na niego spojrzałam.
#Jak ci się układa z Wiktorią.?-szybko zmieniłam temat,bo zaczynał podejrzewać,że coś jest nie tak.
#Doobrzee.-przeciągnął Maks i uważnie mi się przyglądał .
#Słuchaj,nie wyjdę stąd dopóki mi nie powiesz co się stało. . . Czy ty płakałaś.?-zaczął przyglądać się moim oczom.
# Nie,nie płakałam,i nic się nie stało więc nie musisz tracić ze mną czasu.-powiedziałam i szybko się od niego odsunęłam,jednak on nie dawał za wygraną.
# Laura,do jasnej cholery.! Chodzi o Wiktorię,tak.?!-zapytał prawie krzycząc i stanął naprzeciw mnie.
#Chcesz wiedzieć.?! Naprawdę chcesz.?! Nie chodzi o nią,chodzi o to,że się w tb zakochałam debilu.!-wykrzyczałam mu to w twarz i podeszłam do okna.Maks stał jak wryty i przyglądał mi się.
#Miałam ci to powiedzieć dziś rano,ale kiedy zobaczyłam Cb z Wiktorią. . .-przerwałam ,zerknęłam na niego,a potem znowu odwróciłam się przodem do okna.
#Przepraszam,wiem że jesteśmy tylko przyjaciółmi.Nwm co sb myślałam.-stanęłam przodem do niego opierając się o parapet.Maks ku mojemu zdziwieniu uśmiechnął się.
#Ty głuptasie.-rzucił tylko,podszedł do mnie i pocałował mnie tak,jak nigdy jeszcze nikt tego nie zrobił.
#Ale. . .-jęknęłam i spojrzałam w jego oczy.
#Cii.-położył mi palca na ustach i pogłaskał po policzku.
# Kocham Cię.-pochylił się i wyszeptał mi do ucha.
#A Wiktoria,myślałam. . .-przyglądałam mu się uważnie i wciąż nie mogłam pojąć jego zachowania.
#Myślenie to nie jest twoja mocna strona.-zaśmiał się słodko i pocałował mnie w policzek.
  • awatar Gość: Ale fajnie tu masz ; ) Czekam na kolejne wpisy.; 3
  • awatar Cynamonova: Ciekawie piszesz. Czekam na ciąg dalszy. :) Zapraszam do mnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Obudziłam się o 100 i Maksa już obok mnie nie było.Położyłam rękę na poduszce i poczułam małą karteczkę.Była od Maksa.
#"Przepraszam,że cię nie obudziłem jak wychodziłem,ale tak słodko spałaś,że szkoda mi było cię budzić."-kiedy to przeczytałam przyłożyłam poduszkę do twarzy i zaczęłam piszczeć.Poczułam motyli w brzuchy,wgl. niego jestem słodka.Przez cały czas kiedy się ubierałam,czesałam i jadłam śniadanie cieszyłam się jak głupia do sera.
#Ja idę do Maksa mamo.!-krzyknęłam zakładając buty.
#Miłej zabawy skarbie.!-odkrzyknęłam mi mama.
Szłam chodnikiem i biłam się z myślami,powiedzieć mu co do niego czuję,czy lepiej zatrzymać to tylko i wyłącznie dla sb,bo co jeśli on tego samego nie czuje,a może czuje to samo,tylko też boi się zepsuć naszą przyjaźń.?
#Co mam zrobić.!-powiedziałam sama do sb.
Kiedy podeszłam pod dom Maksa,zobaczyłam go stojącego na schodach i rozmawiającego z jakąś dziewczyną.
#Cześć Maksiu.-krzyknęłam,kiedy tylko go zobaczyłam.
# Cześć Lauruś.-uśmiechnął się Maks i podbiegł,żeby mnie przytulić.
#Muszę ci coś powiedzieć.-zaczęłam poważnie,nie zważając na stojącą w oddali dziewczynę.
# Ja Tb też,ale ty byłaś pierwsza.-rzucił szybko Maks i czekał na moje pytanie.
#Nie,mów widzę,że nie możesz się doczekać,żeby mi o tym powiedzieć.Słucham.-uśmiechnęłam się i przechyliłam delikatnie głowę w bok.
# Bo ja i. . .-złapał dziewczynę stojącą obok niego
o za rękę i uśmiechnął się do niej.
#Ja i Wiktoria jesteśmy razem.-uśmiechnął się ponownie i pocałował dziewczynę w policzek.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć,najchętniej nic no ale nie mogłam,byłam jego przyjaciółką musiałam go wspierać i cieszyć się z jego szczęścia.
#To wspaniale.-powiedziałam i wymusiłam uśmiech.
#No to teraz ja słucham,co mi chciałaś powiedzieć.?-przytulił Wiktorię i spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
#To. . .już nic ważnego.Muszę iść do domu,później pogadamy,dobrze.a miło było cię poznać Wiktoria.Pa.-rzuciłam szybko i nawet nie przytulając Maksa na pożegnanie(tak jak zawsze to robię ) ruszyłam w stronę domu i ani razu na nich nie spojrzałam,nie chciałam,bo popłakałabym się na ich oczach.Usiadłam w najbliższym przystanku i popłakałam się jak małe dziecko,po prostu beczałam i nie mogłam się opanować.Nie zwracałam uwagi na ludzi,którzy przyglądali mi się z troską.
#Hm. . niech zgadnę,chłopak.?-usłyszałam głos starszej pani,która usiadła obok mnie na ławce.
#Skąd pani wie.?-powiedziałam chlipiąc.
#Moje dziecko,ja też nie raz płakałam przez tą płeć "brzydką" jak to mówią.Nie płacz skarbie,on jeszcze zrozumie jaką jesteś wartościową osobą i jaki skarb właśnie stracił,nie daj po sb poznać,że ci zależało.Głowa do góry i idź zawojuj świat.-powiedziała starsza pani śmiesznie gestykulując.
#Dziękuję pani,za tą rozmowę.-powiedziałam i jeszcze raz pociągnęłam nosem.Odwróciłam się na chwilę,a kiedy znów spojrzałam starszej pani nie było.
#Hm. . .dziwne.-zaczęłam się rozglądać.
#No nic,wracam do domu.-powiedziałam sama do sb,wytarłam oczy i jak nigdy nic poszłam do domu.
 

 
Po lekcji,którą oczywiście całą przegadaliśmy,wyszliśmy razem na przerwę.Maks wydawał się bardzo fajny,szybko znaleźliśmy wspólny język.Po lekcjach też wracaliśmy razem,okazało się,że Maks mieszka bardzo blisko mnie.Od tego dnia staliśmy się nie rozłączni.
MIESIĄC PÓŹNIEJ. . .
#Too gdzie idziemy.?-spytał Maks łapiąc mnie za rękę.
#Nwm,a na co masz ochotę.?-spytałam kiedy szliśmy już chodnikiem.
#O wiem,moi rodzice jadą na noc do ciotki,w sumie to już ich nie ma,jak chcesz to możesz u mnie nocować.-uśmiechnęłam się ciągnąc go w stronę jego domu.
#Chodź,spakujesz się.-powiedziałam ciągle go ciągnąc.
#No idę,idę.-szedł za mną wciąż się śmiejąc
Weszliśmy do jego domu,Maks zapytał o zgodę mamy,a kiedy się zgodziła szybko poszliśmy do jego pokoju,żeby go spakować.Kiedy już się spakował,złapałam go znowu za rękę i wyciągnęłam z domu.
#Co się tak spieszysz.?-zapytał Maks starając się trochę zwolnić.
# A bo ja wiem.-zaśmiałam się i troszeczkę zwolniłam.
#Tak lepiej.-uśmiechnął się Maks i pocałował mnie w policzek.
Kiedy weszliśmy do mojego domu,położyłam jego torbę w moim pokoju i usiadłam na łóżku.
#Oglądamy coś.?-spytałam kładąc się na łóżku i biorąc na kolana laptopa.
#No możemy.-położył się obok mnie,a ja oparła głowę o jego umięśnione ramię i włączyłam film.
Po godzinie film się skończył,wyłączyłam laptopa i położyłam go na podłodze obok łóżka.
#To co teraz robimy.?-zapytałam ziewając.
#Ty to raczej powinnaś iść spać.-zaśmiał się głaszcząc moje włosy.
#No chyba masz rację.-przytaknęłam.
Leżeliśmy tak jeszcze chwilę,a potem poszłam do łazienki się przebrać w piżamkę,położyłam się do łóżka,a Maks poszedł się przebrać.Oniemiałam kiedy zobaczyłam go w samych bokserkach.Nigdy nie robił na mnie takiego wrażenia,jak właśnie tej nocy,może pakował i to sporo.On mi się teraz po prostu podobał,ale nie mogłam mu tego powiedzieć,bo zniszczyłabym naszą przyjaźń.
#Wskakuj.-spojrzałam na niego i poklepałam łóżko.
#Już,już.-położył się obok mnie i pocałował mnie w policzek.Pierwszy raz od jego pocałunku poczułam motylki w brzuchu.Co mam zrobić,przecież,ja nie powinnam tego czuć,to bym mój przyjaciel.Nie chcąc powtórzyć tego uczucia odsunęłam się na brzeg łóżka z dala od niego.
#Dobranoc.-powiedziałam i przyłożyłam głowę do poduszki udając,że już zasnęłam.
#Aa. . .dobranoc.-westchnął i też przyłożył głowę do poduszki.
 

 
Dzień jak co dzień.Wstałam,ubrałam się,woolno poczłapałam na dół by zjeść śniadanie.
#Pośpiesz się Laura,bo się spóźnimy.
Zawsze przed wyjście do szkoły przychodzi pomnie przyjaciółka Ola.
# Oj no już idę,idę.Przecież zdążymy nie przeżywaj tak.-powiedziałam i przeżuwając jeszcze kanapkę założyłam buty i zarzucając plecak na ramię wyszłyśmy z domu.
Kolejny dzień zapowiadał się jak poprzednie,bardzo nudno,a jednak ten monotonny styl życia przerwał nowy uczeń, i to jaki uczeń.*.* No więc wyglądało to mniej więcej tak.Weszliśmy tak jak zawsze po dzwonku do klasy i zajęliśmy swoje miejsca.
#Dzień dobry wszystkim.-powiedziała nauczycielka wchodząc do klasy,a tuż za nią podążał jakiś chłopak.
Oczywiście na widok nieznajomego zaczęły się głośne rozmowy i komentarze .
#Cisza.!-ryknęła nauczycielka,aby uspokoić to stado dzikusów.
#Chcę wam przedstawić waszego nowego kolegę,Maksymiliana.-chłopak zaczął ze zdenerwowaniem rozglądać się po klasie w poszukiwaniu wolnego miejsca.
#Maks,usiądziesz obok Laury.-uśmiechnęła się i wskazała palcem na miejsce obok mnie.
Wymusiłam uśmiech i przysunęłam się bliżej okna,żeby zrobić dla niego miejsce.
#Miło mi Cię poznać.-zaczęłam rozmowę.
#Jak już wiesz jestem Laura.-wyciągnęłam w jego stronę rękę i spojrzałam w jego śliczne niebieskie oczy.
#Mi Cb również.-uścisnął moją dłoń,słodko się przy tym uśmiechając.
#Jak nie będziesz mógł znaleźć klasy to służę swoją pomocą.-uśmiechnęłam się przyjaźnie.
#Dzięki,na pewno skorzystam z twojej oferty.-delikatnie się zaśmiał.
----------------------
Ciąg dalszy nastąpi. ^ . ^ x d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
To Alan.x d


Dawid. < 33



Dominik. . .

Alan (były chłopka Zuzy)



Patrycja.

Zuza.


Nina.(w postać której wcielałam się ja. )
  • awatar Gość: Zgadzam się,świetne są. ; )
  • awatar mandarynka18: Dobre zdjęcia :) Ja też piszę opowiadanie :) Zapraszam do siebie, może znajdziesz inspiracje :) Przepraszam za spamik :>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Hej,hej,hej miśki.-wbiegłam do kuchni,pocałowałam moją mamę i Kacpra w policzek.
* Idziemy.?-Dominik stanął przy drzwiach i zerkał na mnie.
*No pewnie.-pomachałam Kacprowi i mamie i wyszłam z Dominikiem.
*A gdzie idziemy.?-złapałam go za rękę i zaplotłam swoje palce z jego palcami.
*Zobaczysz.-uśmiechnął się chytrze i pocałował mnie w policzek.
Szliśmy z dobre 3 godz.,bo Dominik wciągał mnie do różnych sklepów i na jakieś place zabaw wszędzie gdzie się tylko dało,ale kiedy w końcu zaszliśmy tam gdzie mieliśmy(na łąkę) zauważyłam siedzących: Zuzę,Alana,Dawida,Kacpra i jeszcze jednego Alana(chłopaka Zuzy)przy rozpalonym ognisku.
*Kacper.?Przecież ty byłeś w domu.-spojrzałam na nich trochę zdezorientowana.
*No byłem,ale już jestem tutaj.-uśmiechnął się.
*Myślałam,że nie opuścisz mojej mamy kiedy piecze ciasto.-zaśmiałam się.
*Noo,ciężko było.-zrobił kwaśną minę i po chwili znowu się uśmiechał.
*A my to co.?-odezwała się dziwnym głosem Zuza.
*Oj,przepraszam.-podbiegłam szybko do niej i przytuliłam ją,po czym przywitałam się z resztą tam obecnych.
*Miło was wszystkich widzieć.-dodałam i usiadłam obok Zuzy i Alana.
Siedzieliśmy tam,aż się ściemniło,Dominik nie odstępował mnie na krok.
*Teraz możesz mnie puścić,bo strasznie chce mi się siku.-powiedziałam wstając i wyrywając swoją rękę z uścisku Dominika.
*Pójdę z tb.-powiedziała Zuza.
Poszłyśmy razem,kiedy już było po sprawie Zuza wróciła do ogniska,a ja chciałam jeszcze chwilę pochodzić po pobliskim lesie,żeby pooddychać.Nagle usłyszałam kroki.
*O to ty.-powiedział Alan(chłopak Zuzy).
*Tak ja,ale mnie tu nie ma.Tzn. już sb idę.-uśmiechnęłam się przymusowo i szłam w stronę ogniska kiedy nagle Alan złapał mnie mocno za rękę i przyciągnął do sb.
*Ale przecież nigdzie nie musisz iść,możemy się pobawić.-uśmiechnął się wrednie i przydusił mnie do drzewa i starał się włożyć mi ręce pod bluzkę.
*Puść mnie,nie mam ochoty się z tb "bawić".-starałam się mu wyrwać,ale na próżno,był za silny,kiedy próbowałam krzyczeć zakrył mi usta dłonią,a on tylko wrednie się uśmiechając zaczął rozpinać mi sweterek i jeździć tymi wstrętnymi paluchami po moich plecach.Wierciłam się i próbowałam go kopać,ale on uderzył mnie tak mocno w twarz,że straciłam przytomność.Alan wykorzystał tą okazję i zdjął mi bluzkę i rozpiął stanik,kiedy odzyskałam przytomność Alan właśnie rozpinał mi spodnie.Głośno krzyknęłam,ale on zaraz po tym uderzył mnie drugi raz w twarz,po czym znowu zemdlałam.Kiedy się ocknęłam po raz 2,zauważyłam Dawida pochylającego się nade mną.
Kiedy go zobaczyłam rzuciłam mu się na szyję brudząc mu koszulkę krwią.
*Tak się cieszę,że mnie znalazłeś,a gdzie Alan i Zuza i i. . .cała reszta.?-zaczęłam się rozglądać zaniepokojona.
* Zuza z Alanem,zaprowadzili Alana do domu,a Dominik pobiegł do pobliskiego sklepu po bandaże itd.-Dawid wytarł krew spływającą po mojej wardze.
*Ah. . .a kto mnie znalazł,ty.?-spojrzałam na niego z załzawionych oczu.
*Tak,kiedy zobaczyłem tego bydlaka myślałem,że go zabiję.Jesteś za cudowną osobą,żeby chcieć ci zrobić taką krzywdę.-powiedział czerwieniąc się przy tym.
*Dziękuję,ale to ty jesteś cudowny.-uśmiechnęłam się delikatnie i pocałowałam go w policzek. Dawid pomógł mi założyć bluzkę i sweterek,a potem zaniósł mnie na łąkę,obok ogniska.Siedzieliśmy tak i czekaliśmy,aż ktoś przyjdzie.Dawid przytulał mnie mocno starając mnie ogrzać.
*Nawet nie wiesz. . .ile dla mnie znaczysz.-powiedział Dawid i spojrzał przez chwilę w moje oczy po czym szybko spuścił wzrok.
*Przepraszam,nie powinienem.-dodał szybko.
*Nic nie szkodzi,powiedziałeś co myślisz.-pocałował go w policzek. Kiedy przyszedł Dominik,Zuza i Alan,zadzwonili do mojej mamy,a potem zawieźli mnie do szpitala.Alan musiał mnie jeszcze bić kiedy byłam nieprzytomna,bo miałam dużo śladów na brzuchu i rękach.Zostałam na obserwacji przez tydzień.Dawid odwiedzał mnie codziennie,nawet kilka razy dziennie ,tak samo jak Kacper i Zuza,a Dominik,może 2 razy.Kiedy mnie wypisali przyjechała po mnie moja mama,Kacper i. . .Dawid,no tak kogo ja się spodziewałam.
*Ciesze się,że w końcu jestem w domku.-powiedziałam kiedy dojechaliśmy na miejsce.
*A my się cieszymy,że to nic poważniejszego.-powiedział przejęty Dawid.
Rozpakowałam się i razem z Dawidem wyszłam na spacer,po drodze zobaczyłam Dominika idącego z Zuzą za rękę.!
*O k***a jak ona może.-powiedziałam i wyszłam bez zastanowienia.
* O witam państwa,widzę że dobrze się bawicie.Nie będę wam przeszkadzać,ale jeszcze tylko jedno.-podbiegłam do Dominika i uderzyłam go z całej siły w twarz.
*Teraz mogę iść.-powiedziałam biegnąc ze łzami w oczach zapominając o Dawidzie,który mnie dogonił i przytulił do sb.
*On nie był cb wart.Nie płacz,proszę,nie mogę patrzeć jak cierpisz.-wytarł moje łzy i patrzył mi głęboko w oczy.
*Jesteś piękna wiesz.?-powiedział uśmiechając się i pocałował mnie delikatnie w usta.
 

 
Następnego dnia mój sen przerwał leciutki buziak w policzek,otworzyłam oczy i byłam pewna,że ujrzę Kacpra,jednak na moim łóżku zobaczyłam Dominika,który pochylał się nade mną.
*Dzień dobry słońce.-powiedział uśmiechając się,
*Dzień. . .dobry.Co ty tutaj robisz.?-usiadłam szybko na łóżku.
* Twoja mama mnie wpuściła.Nie cieszysz się,bo wiesz,jeśli chcesz to ja mogę sb pójść.-wskazał palcem na drzwi i szybko się podniósł,stojąc w miejscu i czekając na moją decyzję.
* Nie,możesz zostać.-wyszłam z łóżka i przytuliłam się do niego,zapominając,że wręcz uwielbiam spać w samych majtkach.
*Ups.-rzuciłam szybko i wbiegłam pod kołdrę.
*Oj nie przesadzaj,mi się tak baardzo podobasz.-śmiesznie poruszał brwiami i położył się obok mnie na łóżku.
*No nie wątpię,zboczeńcu.-zaśmiałam się i wywaliłam w jego stronę jęzorek.
Nic nie mówiąc pochylił się i ugryzł mnie w język.
*Ałć.-zrobiłam smutne oczka.
*Jak mogłeś.-dodałam.
On tylko się uśmiechnął i pocałował mnie w usta.
*Ubieraj się,ja poczekam z Kacprem i twoją mamą w kuchni.-pocałował mnie jeszcze raz i wyszedł z mojego pokoju.
Szybko się ubrałam i zeszłam do nich,chwilkę postałam przed kuchnią,żeby usłyszeć czy coś o mnie mówią,ale niestety nic nie wspomnieli.; c
 

 
Od tego incydentu zarówno z Dominikiem jak i Alanem,nie widziałam się z Zuzą i w sumie siedziałam cały czas w domu wychodząc tylko do sklepu,albo za namową Kacpra,który przyjechał tylko i wyłącznie dla mnie.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Tak jak zawsze,gdzieś ok godziny 120 przyszedł Kacper.
*Dziś jest twój szczęśliwy dzień.-wpadł do mojego pokoju wrzeszcząc.
*A to niby czemu,hym.?-zapytałam i zakryłam głowę kołdrą,kiedy widziałam,że odsłania zasłony.
*Bo spędzisz go ze mną i nie tylko.-uśmiechnął się i zaczął ściągać mi kołdrę z głowy.
*Prawie każdy dzień spędzam z Tb.-spojrzałam na niego lekko przechylając głowę w bok.
*Oj tam,bo ty nie rozumiesz.-wziął mnie na ręce i postawił przed szafą z ubraniami.
*Ubierz się,a ja poczekam w kuchni,twoja mama chyba coś piecze.-uśmiechnął się i nucąc coś pod nosem wyszedł z mojego pokoju.
Szybko się ubrałam i zeszłam do niego na dół.
*To gdzie masz zamiar mnie zabrać.?-spojrzałam na niego nie uśmiechając się ani trochę.
*A co ty taka ciekawska jesteś,co.?-zaśmiał się i złapał mnie za rękę.
* Chodź już lepiej.Cześć ciociu.-powiedział Kacper do mojej mamy i wyciągnął mnie na dwór.
Szłam za nim nie pytając gdzie idziemy,bo wiedziałam,że to nie ma sensu.
Doszliśmy jak jeziorko,tak gdzie pierwszy raz zabrał mnie Dominik.
*Dlaczego akurat tutaj.?-spojrzałam na Kacpra zdenerwowana.
*A czemu nie.? Siadaj,pobujam Cię.-wskazał ręką na huśtawkę.
Usiadłam posłusznie,nic nie mówiąc.
*O cholera.-powiedział nagle i z przejęciem spojrzał na telefon.
* Muszę iść,za jakąś godzinkę wrócę,obiecuję,poczekasz tutaj na mnie.?-kucnął przede mną i ze zdenerwowania przygryzał wargę.
*Poczekam,nie martw się.-uśmiechnęłam się słodko do niego i pstryknęłam go palcem w nosek.
Kiedy poszedł postanowiłam trochę połazić.Zauważyłam światełko,które świeciło zza wysokiego drzewo.Poszłam to sprawdzić.Całkiem mnie zatkało kiedy zobaczyłam Dominika,siedzącego na kocu i mnóstwo świeczek.
*Co ty,tutaj. . .ale kiedy ty,to. . .-nie wiedziałam co mam powiedzieć.Dominik podszedł do mnie.
*Ciii.-położył palca na moich ustał i przytulił mnie mocno do sb.
*Tęskniłem za tb,proszę nie,nie zostawiaj mnie już .-spojrzał w moje oczy.Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć,więc bez zamysłu tylko skinęłam głową.
Dla niego najwyraźniej to wystarczyło w 100%.
Złapał mnie za rękę i zaprowadził na kocyk.
* Jak ty to wszystko zrobiłeś.?-zaczęłam się rozglądać w okół siebie.
*Ktoś mi w tym pomógł.-uśmiechnął się i puścił mi oczko. Chwilę się zastanowiłam.
*To robota Kacpra,prawda.?-głęboko westchnęłam.
*Tak,ale nie gniewaj się na niego,chciał mi tylko pomóc.
*No nwm. . . muszę się zastanowić.-uśmiechnęłam się do Dominika.
Siedzieliśmy tam chyba ze 2 godziny,kiedy zaczęło się robić zimno i Dominik zaproponował,że zaprowadzi mnie do domu.Szliśmy trzymając się za ręce i co chwilę na sb spoglądaliśmy.
* Dziękuję,że mnie odprowadziłeś.-powiedziałam kiedy znaleźliśmy się pod moim domem.
*Nie ma za co. . . to do...jutra tak.?-spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
*Tak,do jutra.Pa.-powiedziałam i poszłam do domu,widać,że on liczył chociaż na buziaka,ale wolałam go najpierw wystawić na próbę.
 

 
Cała zestresowana i pełna obaw ubrałam buty i poszłam do niego.Stałam chyba z 10 min przed drzwiami zanim zadzwoniłam do drzwi.Bałam się go zobaczyć.Czy naprawdę wygląda,aż tak źle jak mówiła Patrycja.?
*No nic,raz kozi śmierć.-powiedziałam sama do siebie i zadzwoniłam dzwonkiem.
Drzwi otworzył mi Dominik stał przede mną trzeźwy,ale widać było,że ma kaca.
* Co ty tu robisz.?-zapytał poprawiając rozczochrane włosy.
* Yymm. . .słyszałam,że kiepsko z tobą i postanowiłam wpaść.-poczułam się strasznie nie zręcznie,ale tylko delikatnie się do niego uśmiechnęłam.
* Zapraszam.-otworzył szerzej drzwi i wpuścił mnie do domu .
Poszliśmy do jego pokoju,usiadłam na tapczanie,a on obok mnie.
*Dominik ,to nie jest rozwiązanie.-spojrzałam na niego z poważną miną,starając się nie patrzeć mu w oczy.
*Ja wiem,ale nie mogę.Nie mogę żyć bez ciebie.-spojrzał mi w oczy i przybliżył się.
*Przestań.! Nie mogę tego słuchać.To ty mnie zdradziłeś,a nie ja ciebie,więc teraz sam sobie jesteś winien.-powstrzymywałam się od płaczu,ale jak to zrobić kiedy patrzysz na osobę,którą kochasz.Chciałabym mu przebaczyć,ale nie mogę.Miłość jest silna,ale ten ból,kiedy cię skrzywdził boli bardziej.Każdy jego pocałunek od tego czasu przypomina ci tą sytuację,kiedy tak strasznie cierpiałaś,mówi,że cię kocha,ale właśnie w tym momencie miał cie gdzieś.

Wybiegłam szybko z jego domu i znalazłam się u Zuzy,nie było lepszej osoby w takich sytuacjach.
Jak zwykle zaprosiła mnie do pokoju,jednak nie byłam zadowolona z tego co tam ujrzałam.To Alan.Ta zdradliwa świnia.
Chcąc nie chcąc,usiadłam obok niego,Zuza musiała iść do sklepu,bo jej mama robiła jabłecznik.
* To co tam u ciebie.?-odezwał się pierwszy,przerywając chwilę ciszy.
* Dobrze,a u ciebie.?-zapytałam,bo nie wypadało się nic nie odezwać.
*Czuję,że między mną,a Zuzą się psuje.-mówił dziwnym,szpanerskim głosem i przysuwał się do mnie.
*Więc wiesz,będę wolny.-wyszeptał mi do ucha,kiedy na niego spojrzałam chciał mnie pocałować,ale szybko wstałam i uderzyłam go w twarz.

Kiedy Zuza wróciła,mnie już dawno nie było.Alan powiedział,że mama do mnie dzwoniła i musiałam wracać.
Zadzwoniła do nie od razu i pytała czy to prawda,nie chciałam jej zranić i powiedziałam,że to prawda.
 

 
Weszłam i zobaczyłam Dominika,noo z Patrycją,przecież czekał na mnie z nią,ale tego się nie spodziewałam.
-Bu.!-wbiegłam krzycząc,lecz widząc ich stanęłam wryta.
-To nie tak jak myślisz.-Dominik zepchnął z siebie Patrycję i podbiegł do mnie,ale ja wybiegłam z domu,nie chciałam go więcej widzieć,z resztą jej też nie.
Podbiegł do mnie i złapał mnie za rękę,ale ja szybko się wyrwałam.
-Mam cię dość,rozumiesz.?!-wykrzyczałam,wyrywając się.
-Nie chcę cię więcej widzieć,zostaw mnie w spokoju.-powiedziałam to już spokojniej i płacząc pobiegłam do domu Zuzy.
Drzwi otworzyła mi jej mama.
-Dobry wieczór.Jest Zuza.?-zapytałam siorbiąc nosem i wycierając łzy.
-Tak jest,wejdź,a ja ją zawołam.-przytuliła mnie i pogłaskała po głowie,po czym poszła po Zuzę.
Po 5 minutach Zuza już siedziała przy mnie,mocno mnie przytulając.
-Nie przejmuj się nim,on nie jest tego wart.-spojrzała na mnie lekko się uśmiechając.

Po 2 tygodniach zadzwoniła do mnie Patrycja,odebrałam.
-Czego chcesz.-zaczęłam oschle.
-Posłuchaj mnie,tu nie chodzi o mnie,ale o Dominika,proszę cię porozmawiaj z nim,on spadł na same dno,zaczął brać narkotyki,codziennie wraca naćpany i pijany.-zaczęła mówić niespokojnie
-To nie jego wina,to ja mu usiadłam na kolana ,i ja go pocałowałam.Słyszałam,że wchodzisz,czekałam na to od dawna,ale postanowiłam się do ciebie bardziej zbliżyć,i udało mi się,ale nie spodziewałam się że będę tego żałować.-dodała Patrycja i rozpłakała się.
-Dobrze wiedzieć.Muszę to przemyśleć,nie obiecuję,że do niego pójdę.Za bardzo mnie zranił.-rozłączyłam się,usiadłam na parapecie bezmyślnie gapiąc się w okno,nie wiedziałam co zrobić,wcale nie chciałam go teraz oglądać,nie miałam na to najmniejszej ochoty,ale przecież coś mnie dalej do niego ciągnęło,coś sprawiało,że nawet kiedy uciekałam od niego i nie chciałam go oglądać,to jednak chciałam po prostu się odwrócić i przytulić do niego.Chciałam,żeby był przy mnie,cały czas.
 

 
Od tamtego dnia coraz częściej spotykałam się z Patrycją,stała się moją najlepszą przyjaciółką,nawet nie wiedziałam,że aż tyle mnie z nią łączy.
Ale niestety zapomniałam o osobie,która jest dla mnie jeszcze ważniejsza niż Patrycja,która zawsze przy mnie była,to Zuza,przez moje starania,aby dojść do porozumienia z Patrycją ,zapomniałam o niej.
Pewnego dnia,to była chyba sobota,zauważyłam Zuzę. Podbiegłam do niej.
-Czekaj.Zuzu.!-przytuliłam ją od tyłu,lecz ona spojrzała na mnie krzywo i włożyła w uszy słuchawki.
-Nie gniewaj się na mnie,proszę.Naprawdę mi przykro,brakowało mi ciebie.-wyciągnęłam słuchawki z jej uszu i zagrodziłam jej drogę.
-Nie myśl sobie,że teraz wszystko będzie dobrze.-uśmiechnęła się lekko i śmiesznie pogroziła mi palcem.
-Jeej.Kocham cię.-zaśmiałam się i dziwnie skacząc zaczęłam ją przytulać.
-Noo dobra,już starczy.-wybuchnęła śmiechem.
Złapałam ją za mały palec i spacerowałam z nią dość długo rozmawiając tak jak zawsze.O głupotach.
Dowiedziałam się,że Zuza ma chłopaka,nazywa się Alan.
Usiadłyśmy na ławce,Zuza zadzwoniła po Alana i po ok. 20 min. był już na miejscu.
-Jestem Nina.-uśmiechnęłam się i podałam mu rękę.
-A ja Alan.-uśmiechnął się,spojrzał szybko na Zuzę,widząc że nie patrzy puścił mi oko.
Nie wiedziałam co mam zrobić i tylko delikatnie się uśmiechnęłam,po czym szybko puściłam jego dłoń.
Poszliśmy na przystanek,usiadłam obok Alana na ławce,a Zuza poszła zadzwonić.Odwróciłam głowę w przeciwną stronę i starłam się na niego nie patrzeć,lecz czułam jak powoli się do mnie przysuwa.Po prostu czułam na sobie jego oddech,nie wiedziałam co mam zrobić,na szczęście,uratowało mnie moje szczęście.A mianowicie Dominik < 3
-Halo.-odebrałam telefon i odeszłam na chwilę.
-Hej.Gdzie jesteś.?-powiedział Dominik
-Z Zuzą i jej chłopakiem,a ty.?
-Noo teraz z Patrycją na ciebie czekamy.-zaśmiał się.
-Noo za jakąś godzinkę będę.Pa.
-Czekamy.Pa.
Włożyła telefon do kieszeni i usiadłam tym razem obok Zuzy.
-Kto dzwonił.?-zapytała Zuza.
-Dominik.-uśmiechnęłam się spoglądając kątem oka na Alana,który ciągle spoglądał w moim kierunku.
-I co chciał.?-spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
-Noo żebym już wracała,bo czekają na mnie z Patrycją.-uśmiechnęłam się i wstałam.
-Odprowadzić cię.?-zapytała Zuza.
-Niee nie trzeba,trafię.-zaśmiałam się i pocałowałam ją w policzek.
-A ja.?-spojrzał na mnie Alan i po chwili niezręczniej ciszy zaczął się śmiać.
-Żartowałem tylko.
Uśmiechnęłam się lekko speszona i odchodząc pomachałam Zuzie.
Weszłam po cichu do domu,żeby ich wystraszyć,przecież nie spodziewali się że będę wcześniej.
Weszłam i zobaczyłam. . .





CIĄG DALSZY NASTĄPI. HAHAHAHA^ ^
  • awatar Love.?-No thanks. < / 33: Uuu. . .dziękuję bardzo. Nie pisałam długo,bo nawet nie wiedziałam czy ktoś to czyta. ^ ^Noo ale skoro tak,to będę się starała częściej. x d
  • awatar Kasia;): Super, ale czemu tak długo nie wstawiałaś? Czekam na następny :)
  • awatar Francesca!: Fajnie tu masz *_* Wpadnij do mnie i sprawdz czy moje wpisy są na tyle dobre aby je skomentowac. I czy jest mój blog na tyle dobry by go obserwowac. Zapraszam. ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Na schodach przed szpitalem siedziała zapłakana Patrycja.Nie znosiłam jej,ale cóż,to przecież też człowiek.
-Przepraszam,że tak wyszło.-powiedziałam,powoli siadając obok niej.
-Tsaa...nie wątpię.-powiedziała wycierając łzy.
-Nie przejmuj się mną,ja dopiero teraz zrozumiałam,że to wszystko było nie potrzebne,ja już nawet nie kocham Dominika,ale ten lęk przed stratą tej bliskiej osoby.Osoby,która przytuli cie kiedy płaczesz,pocieszy,pocałuje i przy niej będziesz się czuła bezpiecznie.Będzie się starała,żeby każdy twój dzień był wyjątkowy,a ja bałam się po prostu stracić to wszystko.Nie wiedziałam,co będzie dalej.Dominik był moim chłopakiem,ale i jedynym przyjacielem,poza nim nie miałam nikogo.Moja mama nie żyje,a tata ciągle pracuje i nie ma dla mnie czasu.-spojrzała mi w oczy i zaczęła płakać.
-Nie chcę cie teraz obwiniać,ale jakbyś była milsza dla innych to miała byś przyjaciół.-przytuliłam ją do siebie.
-Przecież wiem,ale ja bałam się,żebym nie cierpiała przez "przyjaciela".Bałam się tego odrzucenia i oszustwa.Wiem,że się myliłam,teraz to wiem,ale czasu się nie da cofnąć.-wtuliła się we mnie.
-No nie da,ale można zacząć wszystko od nowa.-uśmiechnęłam się do niej delikatnie.
-Naprawdę,potrafiłabyś się jeszcze ze mną zaprzyjaźnić.?-spojrzała na mnie ze smutną minką.
-No oczywiście,ale uśmiechnij się już.-wyszczerzyłam się do niej.
Uśmiechnęła się do mnie.
-Tak od razu lepiej.-wytarłam jej łzę z policzka.
-Dziękuję,że mnie nie zostawiłaś.
-Nie ma za co.Tak robią przyjaciele.-puściłam do niej oczko.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
dedyk dla adalija.pinger.pl Dziękuję za pomysł.^.^
Jeśli macie,jakieś inne ciekawe pomysły tak pomysł Irysy.To piszcie w kom. x d
 

 
Czekam na kom. w sprawie mojego bloga.^.^
Jeśli macie nowe historie piszcie kom. ; *
Jeśli macie pomysły na dokończenie tej historii piszcie kom; *
Jeśli coś wam się nie podoba,albo czegoś brakuje w moim blogu piszcie kom. ^.^
Z góry dziękuję x d.
  • awatar Kasia;): Świetnie piszesz. Zapraszam do mnie, zostaw po sobie ślad :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dominik,przysyła wiele sms'ów,ale na żaden nie odpisywałam.

Pewnego dnia zadzwonił telefon.Nie wiedziałam od kogo,ale odebrałam.
-Halo.?-powiedziałam odbierając telefon.
-Dzień dobry.-powiedział szlochający głos w słuchawce.
-Rozmawiam z Niną,tak.?-spytała kobieta,
-Tak,aa z kim mam przyjemność.?-zapytałam trochę zagubiona.
-O,jestem mamą Dominika.Często o tobie mówił,więc pomyślałam,że chcesz wiedzieć,żee. . . Dominik jest w szpitalu.Wpadł pod samochód.-powiedziała i rozpłakała się do słuchawki.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę i zaraz gdy się rozłączyłam,wsiadłam do autobusu i pojechałam do szpital.Weszłam na salę w której leżał.Przy jego łóżku siedziała Patrycja.
-O.-powiedziałam krótko wchodząc.
-Co ty tu robisz.?!-powiedziała z oburzeniem.
-Nie denerwuj się tak,to przecież też jest mój znajomy.-powiedziałam cicho i usiadłam na krześle obok jego łóżka.
-Nawet o tym nie myśl.-powiedziała Patrycja.
-Ale o czym niby.?-odpowiedziałam,nie wiedząc o czym ona mówi.
-No nawet nie myśl,ze będziesz z Dominikiem.On jest tylko mój,po co mu taki ktoś jak ty.On by nie chciał żebyś tu teraz siedziała,więc miło by było jakbyś sobie poszła i zostawiła nas samych.-powiedziała z kpiną w głosie.
Postanowiłam ją zostawić.Nie była tego warta.Więc wstałam.
-Nie.-wyszeptał Dominik trzymając z całych swoich sił moją rękę.
-Nie zostawiaj mnie,proszę,nie teraz.Już tylko ty mi zostałaś.-dodał.
-Alee. . .-spojrzałam na Patrycję,która zaczęła ukrywać to że płacze.
-To ja może pójdę,nie będę wam przeszkadzać.-powiedziała Patrycja,wytarła łzy i wyszła.
Usiadłam na krześle i patrzałam przez chwilę na Dominika.
-Ale,jak to ja.?-zapytałam nie mogąc uwierzyć w to co powiedział.
-No tak ty.Przez cały czas miałaś rację,to ja się myliłem.Myślałem że kocham Patrycję,ale ja przez ten cały czas,od tego momentu w parku,kiedy cię poznałem,nie mogłem przestać o tobie myśleć.Byłaś i jesteś dla mnie wszystkim,dopiero później to zrozumiałem,kiedy nie chciałaś ze mną rozmawiać.
Wiedziałem,że moje życie nie ma sensu,jeśli nie ma w nim ciebie.-powiedział Dominik i przycisnął moją dłoń.
-Proszę,nie zostawiaj mnie.Jest coraz lepiej.Lekarz powiedział,że może jutro wyjdę z tego więzienia.-zaśmiał się delikatnie.
-No dobrze.Zostanę.-uśmiechnęłam się i spojrzałam w jego oczy.
-To ja już pójdę.Zdrowiej szybko,mam nadzieję,że jutro już się spotkamy.Na wolności.-zaśmiałam się i nachyliłam się żeby pocałować go w policzek.
Spojrzał na mnie,takim wzrokiem,jak kiedyś,wtedy kiedy od tego spojrzenia zatrzymywał się cały mój świat i miękły mi kolana.Przez długi czas to spojrzenie nie miało dla mnie żadnego znaczenia,ale teraz powróciło i chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie.
Dominik pocałował mnie delikatnie i uśmiechnął się.
-Teraz możesz iść.-powiedział puszczając do mnie oko.
-No to pa.-wystawiłam mu języczek i wyszłam machając na pożegnanie.
  • awatar Love.?-No thanks. < / 33: Hmm. . .dobry pomysł.Dziękuję na pewno spróbuję coś wkręcić z Patrycją.^.^ ; * < 33
  • awatar Irysa: A może spróbuj pociągnąć wątek Patrycji? Daj jej jakąś osobowość, jakieś sukcesy i porażki, krewnych, przyjaciół, nauczycieli. Spójrz na nią życzliwie przecież właśnie traci chłopaka, ma prawo czuć się skrzywdzona. Oczywiście to jest tylko rada. I tak o wszystkim ty decydujesz, bo to jest Twój świat. "Twoje włości". Ty tu rządzisz. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Te dni bez Dominika,były okropne,chociaż to dziwne,bo ja w ogóle z nim nie rozmawiałam,a jednak tęskniłam.
Kilak dni później,rano ok. godziny 12: 00.
-Wstawaj!Ile można spać.?!-wpadła do mojego pokoju mama głośno krzycząc.
-Co chcesz.?-zaczęłam przykrywać kołdrą głowę.
-A czy ja od razu muszę coś chcieć.?-uśmiechnęła się siadając na moim łóżku.
-Mamo.-powiedziałam to kpiącym głosem i usiadłam na łóżku.
-No dobra,pójdziesz do sklepu,bo muszę zrobić ciasto.-powiedziała już teraz spokojnie mama.
-No dobrze,pójdę tylko daj mi chwilę.-westchnęłam i wstałam z łóżka.
Mama wyszła,a ja po 10 min. już byłam na dole.
Dała mi listę i wyszłam z domu,włożyłam słuchawki w uszy i ruszyłam chodnikiem,patrząc cały czas w dół.
Nagle wpadłam na kogoś.
-Przepraszam.-mówiłam nerwowo,
-Nic się nie stało.-odpowiedział ktoś
Po chwili podniosłam głowę i zobaczyłam Dominika.
-Dominik,co ty tu robisz.?-powiedziałam odwracając głowę w bok i ściągając słuchawki.
-Nie ważne,obraziłaś się na mnie.?-złapał mnie delikatnie za brodę i odwrócił moją twarz,tak żebym patrzała mu prosto w oczy.
-Nie,muszę już iść.-opuściłam głowę w dół,i próbowałam wyminąć Dominika,ale on mnie trzymał.
-Puść mnie,muszę iść.-mówiłam cicho,nie patrząc na niego.
-Nie,dopóki nie powiesz mi dlaczego się obraziłaś.-trzymał mnie za ręce i patrzył mi w oczy.
-Nie obraziłam.-spojrzałam przez chwilę w jego oczy,a później znowu patrzałam w dół.
-Nina,nie zostawię cię dopóki nie powiesz co takiego zrobiłem.-położył rękę na moim policzku i delikatnie bawił się moimi włosami.
-Przestań.-odsunęłam się od niego.
-Niby jestem taką twoją przyjaciółką,a nawet zadzwonić,ani głupiego sms'a napisać to już nie łaska.-spojrzałam na niego i założyłam słuchawki.
-Oj,przepraszam.Nie mogłem,bo Patrycja powiedziała,że jak jeszcze raz się z tobą spotkam to z nami koniec,a mi naprawdę na niej zależy.-powiedział to ze smutną miną,przez którą miałam ochotę mu wszystko wybaczyć i rzucić to co było w niepamięć,jednak nie mogłam.
-To dlaczego,jesteś tu teraz i nie dasz mi iść,dlaczego głaszczesz mnie po policzku ,co.?Przecież teraz też się ze mną spotykasz,więc daj mi już najlepiej spokój i idź do swojej Patrycji.-wyrwałam się i szybko odeszłam,żeby nie zauważył tej łzy,która spływała właśnie po moim policzku.
-Ale...-Dominik patrzył jeszcze chwilę na mnie,a potem poszedł w przeciwnym kierunku.
Idąc drogą płakałam.Nie chciałam go znać.Chciałam zapomnieć,ale nie mogłam,każdy przedmiot przypomniał mi jego.
Usiadłam na przystanku.Wytarłam łzy spływające z oczu,podkuliłam kolana i patrzałam na ludzi pędzących to w jedną,to w drugą stronę.Ludzi,dla których każda minuta jest ważna.W tym właśnie momencie zdałam sobie sprawę,że to wszystko jest bez sensu.Moje obrażanie się na Dominika i to że przed każdym coś udaję.Dość tego.!Będę mówiła prawdę,co myślę,nie zważając na uczucia innych,bo przecież moje uczucia też nie są dla nich ważne skoro robią to co Dominik,albo Patrycja.
Wstałam z ławki,poszłam do sklepu i wracałam do domu. Przed moimi drzwiami siedział Dominik.
-O.! Jesteś.-uśmiechnął się i podszedł do mnie.
-Nom,jestem.Dobra,nie mam zamiaru się z tobą kłócić,teraz idź do swojej Patrysi,bo znowu zacznie cie o coś osądzać.
-----------------------------------------------------------------WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI WALENTYNEK.! ; *< 33
 

 
Nie mogłam zasnąć.Przez całą noc myślałam o Dominiku.Naprawdę mi się podobał,jednak wiedziałam,że nie mogę z nim być,bo ma dziewczynę.

Następny dzień:
Kiedy otworzyłam oczy,obok mojego łóżka siedział nie kto inny jak Kacper.Przetarłam oczy,ziewnęłam i przytuliłam go.
-Co ty tutaj robisz,o tak wczesnej godzinie.?-powiedziałam ziewając.
-Wczesnej.?-zaczął się śmiać.
-Jest 12: 00-dodał wciąż się śmiejąc i poczochrał moje włosy.
-Oj tam,oj tam.Dla mnie to rano.-spojrzałam na telefon i zobaczyłam jedno nie odebrane połączenie,od Dominika.
-Masz dziś jakieś plany,bo pomyślałem,że...
-Mam.Przykro mi.Może innym razem-przerwałam mu,
-Noo ok.A mogę wiedzieć jakie.?-uśmiechnął się szeroko.
-Idę z Dominikiem na koncert.-spojrzałam na niego.
-A Patrycja.?-spojrzał na mnie zdziwiony.
-Mówił,że ona nie lubi takiej muzyki i zaprosił mnie.-lekko się uśmiechnęłam i podeszłam do szafy szukając jakiś fajnych ubrań na koncert.
-No jak tam sobie chcesz.-wyszczerzył się do mnie.
-A teraz wynocha,bo chcę się przebrać.Idź do kuchni.-zaśmiałam się i wskazałam na drzwi.
-Już idę,idę.-wychodził z pokoju śmiejąc się.
Ubrałam się szybko,uczesałam,pomalowałam i wyszłam do Kacpra.
-I jak.?-uśmiechnęłam się robiąc dziwne pozy.
-Noo jakbyś nie była moją kuzynką,to bym się za ciebie wziął.-pocałował mnie w policzek.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się i też cmoknęłam go w polik.
Znowu usłyszałam dźwięk telefonu,tym razem odebrałam.
-Halo.-powiedziałam odbierając.
-Hej,to ja Dominik,będę czekał na przystanku,tam gdzie byliśmy wczoraj.-kiedy to powiedział,szybko się rozłączył.
-Muszę już iść.Jak chcesz to możesz mnie odprowadzić.-uśmiechnęłam się do Kacpra.
-Chętnie,ale twoja mama piecze babeczki i nie mogę tego opuścić.-wyszczerzył się i oblizał wargi.
-No jak chcesz.Pa.
-Papa.Miłej zabawy.
Wyszłam z domu i po 15 minutach,byłam już na miejscu.Dominik już tam był.
-Hej.-uśmiechnęłam się do niego.
-Cześć,ładnie wyglądasz-uśmiechnął się słodko.
-Dziękuję,ty też niczego sobie.-wytkałam mu język.
Wsiedliśmy do autobusu i wysiedliśmy niedaleko pizzerii.
-Mieliśmy iść na koncert.-spojrzałam na niego zdziwiona.
-Oj tam,musimy przecież coś zjeść.-uśmiechnął się.
-No ok.-uśmiechnęłam się delikatnie i spojrzałam w jego oczy.
Weszliśmy i zajęliśmy miejsca.
-Wiesz,może później zamiast koncertu pójdziemy nad jezioro.-uśmiechnął się,
-No czemu nie,w sumie nie mam już ochoty tam iść.
Zjedliśmy pizzę i wyszliśmy.Nad jeziorem była drewniana huśtawka.
-O !-usiadłam na niej i zaczęłam się bujać.
-Ej noo,ja chciałem.-zaczął się śmiać.
-To chodź,wezmę cię na kolana.-wystawiłam mu język.
-No i myślisz,że nie usiądę.-podszedł do mnie i usiadł mi na kolana śmiejąc się .
-Wcale nie jesteś taki ciężki.-spojrzałam mu w oczy.
-No widzisz,pozory mylą.-uśmiechnął się i dźgnął mnie palcem w brzuch.
Po chwili usiadł na trawie,więc usiadłam obok niego.
-Muszę ci coś powiedzieć,nie śmiej się tylko ze mnie,ale wiesz,jak traktuję cię jak przyjaciółkę,której nigdy nie miałem.Wiem że dopiero co się poznaliśmy,alee...-zaczął nerwowo mówić patrząc na swoje trampki.
-No mów co cię gryzie.-uśmiechnęłam się do niego.
-Bo wydaje mi się,że mój związek z Patrycją długo nie potrwa.-powiedział to cicho.
-Dlaczego.?Jesteście bardzo fajną parą.-ledwo przeszło mi to przez usta.
-Może i tak,ale ona jest strasznie o mnie zazdrosna i nie wiem czy to jeszcze długo potrwa.
-Pożyjemy,zobaczymy.-uśmiechnęłam się do niego lekko i szturchnęłam go delikatnie ramieniem w jego ramie.
-Nie martw się,będzie dobrze.
-Dziękuję,że tu ze mną jesteś.Nie wiem jak mam ci podziękować.-spojrzał na mnie.
-Uśmiechnij się ,to wystarczy.-zrobiłam głupią minę.
Siedząc tak,usłyszeliśmy,czyjś głos.To była Patrycja -.-"
-O Patrycja.!-wymusiłam uśmiech,
-Co wy tu razem robicie co.?-mówiła nerwowo stając naprzeciw nas.
-Siedzimy tylko,nie widać.?-stanęłam na przeciwko niej.
-Jasne i ja mam niby w to uwierzyć.?Zdradzasz mnie z nią,prawda.?-mówiła Patrycja,patrząc ze łzami w oczach na Dominika.
-Nie,kochanie.To tylko koleżeński wypad.-próbował ją uspokoić Dominik.
-Dobra,widzę że musicie sobie coś wyjaśnić.To ja nie będę wam przeszkadzać.-wyminęłam Patrycję i odeszłam.Dominikowi udało się uspokoić Patrycję. Od tamtego czasu nie odezwał się do mnie ani razu.
 

 
Siedziałyśmy tam jeszcze przez jakąś godzinę,ale nie zobaczyłyśmy tam nikogo fajnego.
-Idziemy na lody.-powiedziała Zuza,kładąc mi głowę na ramieniu.
-No możemy iść,tutaj już chyba nikogo nie zobaczymy.-uśmiechnęłam się i wstałam.
-Chodź.-dodałam,patrząc na nią.
-No już idę,idę.-wstała powoli z ławki,grymasząc przy tym.
Po 15 minutach drogi siedziałyśmy już w pobliskiej kawiarni i jadłyśmy lody.
Siedziałyśmy tak dość długo,a kiedy zaczęło się robić ciemno,Zuza stwierdziła,że musi już iść do dom,więc odprowadziłam ją i wróciłam do siebie.
-Cześć mamo.-krzyknęłam wchodząc do kuchni,ku mojemu zdziwieniu siedział tam mój kuzyn,a zarazem najlepszy przyjaciel,Kacper.
-Kacper.!krzyknęłam i szybko rzuciłam mu się na szyję.
-Kiedy przyjechałeś.?-uśmiechnęłam się do niego.
-Dzisiaj rano,ale jak przyszedłem to ciebie nie było.-zrobił krzywą minę.
-O,wtedy byłam z Zuzą.-zrobiłam kwaśną minę.
-To nic,możemy to jeszcze nadrobić.Idę się teraz spotkać ze znajomymi.Idziesz ze mną.?-wyszczerzył się do mnie,rozśmieszając mnie w ten sposób,tak ja zawsze.
-Noo w sumie,mogę iść.
-Mogę.?-spojrzałam na mamę ze słodką miną
-No idź.-mama zaśmiała się tylko i machnęła ręką.
Złapałam go za rękę i wyszliśmy.
Kacper prowadził mnie w stronę przystanku autobusowego. Stało tam dwóch chłopaków i ktoś siedział na ławce,ale nie widziałam kto to był.
-Siema.-przywitał się z każdym osobno Kacper,gdy podeszliśmy do nich.
-To moja kuzynka Nina.Dacie sobie sami radę się poznać nie.?-zaśmiał się i poszedł zadzwonić.
-Jestem Dawid-odezwał się wysoki blondyn,wyciągając do mnie rękę.
-A ja Alan.-powiedział lekko rudawy chłopak,nie dając mi możliwości odpowiedzieć.
-Miło nam cię poznać.-powiedzieli w jednym momencie.
-Mi was też.-odpowiedziałam,śmiejąc się.
-Miałem nadzieję że się jeszcze spotkamy,ale nie wiedziałem,że tak szybko.-z przystanku wynurzył się Dominik,a razem z nim wysoka blondynka,trzymająca go za rękę.
-Pozory mylą.-odpowiedziałam uśmiechając się.
-Ja jestem Patrycja,skoro mój misiu tego nie zrobił to sama się przedstawię.-mówiąc to pocałowała go w policzek i wrednie na mnie spojrzała.
Patrzeliśmy na siebie przez chwilę,w końcu wrócił Kacper w ręce miał pustą butelkę.
-Po co ci to.?-odezwał się Dawid.
-Będziemy grać w butelkę.-powiedział Kacper,szczerząc się do nas i siadając na chodniku.
-No ok.-obok niego usiadł Dawid i Alan.
Nie mając innego wyjścia,usiadła obok nich.
-No gracie.?-Kacper spojrzał na Patrycję i Dominika.
-No idziemy idziemy.-dosiedli się do naszego koła.
-Ja zaczynam.-zaśmiał się Kacper i zaczął kręcić butelką.
Siedzieliśmy tak i graliśmy przez długi czas,jednak ani razu nie trafiłam na Dominika,ani on na mnie.
-Dobra,jeszcze Nina i się rozchodzimy.-wzięłam butelkę i zakręciłam,wypadło na Dominika.Podeszłam do niego i delikatnie pocałowałam go w policzek.
Przez chwilę patrzeliśmy sobie w oczy.
-No to się zbieramy.-powiedział Dawid
-No już idę.-odpowiedział Alan.
-My też już musimy iść.-powiedział Kacper ze skwaszoną miną,patrząc na mnie.
-To może was odprowadzimy.?-dodał szybko Dominik.
-A myślałam,że będziemy wracać razem.Sami.-powiedziała Patrycja,szepcząc mu to do ucha,tak,aby wszyscy słyszeli,po czym spojrzała na mnie.
-Oj,dużo jeszcze będzie takich sytuacji,a Kacper nie zostaje tu na długo.-mówiąc to uśmiechnął się.
-O nie,ja muszę iść dzisiaj spać do cioci,a to w drugą stronę.-zaczęła wymyślać Patrycja.
-Ja mieszkam niedaleko twojej cioci,jak chcesz to mogę cię tam zaprowadzić,a Dominik odprowadzi Ninę,bo nie puszczę jej samej.Co wy na to.?-uśmiechnął się Kacper,stając obok Patrycji.
-No niech będzie.-uśmiechnął się słodko Dominik patrząc na mnie.
-No ok.-powiedziała niechętnie Patrycja z grymasem na twarzy.Na co żaden z chłopaków nie zwrócił uwagi.
Rozeszliśmy się w swoje strony.
-Co jutro robisz.?-odezwał się Dominik,po chwili niezręcznej ciszy.
-Nie mam żadnych planów,a czemu pytasz.?-spojrzłam mu w oczy.
-Bo kupiłem dwa bilety na koncert i nie wiem kogo zabrać.-zmieszał się lekko mówiąc to.
-Chętnie z tobą pójdę,a Patrycja.?-odwróciłam głowę kończąc zdanie.
-Ona nie chce tam ze mną iść,mówi że mnie lubi rock'a.-skrzywił się.
-Wiesz,możesz mi dać swój numer,żebym mógł do ciebie zadzwonić,co i jak.-spojrzał na ziemię.
-No pewnie.-uśmiechnęłam się podając mu swój numer.
Nie wiadomo kiedy,znaleźliśmy się już pod moim domem.
-To ja już będę leciała.Trafisz sam.?-zaśmiałam się.
-Noo raczej nie powinienem mieć z tym problemu. -uśmiechnął się,tak słodko,że moje kolana momentalnie zmiękły.Patrzeliśmy sobie dość długo w oczy,Dominik zaczął się do mnie przysuwać,już chciał mnie pocałować,ale odsunęłam się szybko.
-Dobranoc.-powiedziałam krótko i ruszyłam w stronę domu.
-Dobranoc.-odpowiedział zmieszany i zakłopotany Dominik,po czym odszedł.
 

 
Godzina 10: 00 obudził mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Zerwałam się szybko z łóżka i odczytałam go. To była Zuza.
-O nie,zapomniałam że miałyśmy iść dzisiaj na spacer. -powiedziałam sama do siebie z przerażeniem w oczach.
Szybko się ubrałam,pomalowałam i wyszłam do parku.
Zuza czekała na ławce,co chwilę spoglądając na zegarek.
-Noo nareszcie-powiedziała patrząc na mnie wściekła.
-Przepraszam,zaspałam-przytuliłam ją na przywitanie i pocałowałam w policzek.
-Dobra,już.-lekko się do mnie uśmiechnęła.
Usiadłyśmy razem na ławce i rozglądałyśmy się za fajnymi chłopakami.
-O,patrz tam.Chyba tu idzie.-mówiła panicznie Zuza patrząc na wysokiego bruneta w rurkach,czarnej koszulce,trampkach i ze słuchawkami w uszach.
Chłopak usiadł na ławce naprzeciw nas.Spojrzał przez chwilę na nas,uśmiechnął się i zaczął odpisywać na sms'a.
Spojrzałyśmy na siebie i z niewiadomych przyczyn zaczęłyśmy się śmiać.
Chłopak spojrzał na nas ze zdziwieniem.
-Wydawało mi się że nie wyglądam śmiesznie,a może się myliłem.-powiedział niepewnie robiąc śmieszną minę.
-Niee.To nie z ciebie.Sama nie wiem z czego właściwie.-powiedziałam do niego z uśmiechem.
-Aha.-odpowiedział chłopak lekko się uśmiechając.
Po chwili niezręcznej ciszy,odezwał się.
-Jestem Dominik,a wy.?-powiedział szybko,patrząc przez chwilę na nas,a potem na swoje trampki.
-Yym. Ja jestem Nina,a to jest Zuza.-odpowiedziałam pokazując palcem na siebie,a później na przyjaciółkę.
Spojrzał na telefon,skrzywił się i szybko wstał.
-Ja już muszę iść.Bardzo miło było was poznać.Mam nadzieję że jeszcze się spotkamy.-uśmiechnął się szeroko,pokazując przy tym swoje białe zęby.Włożył słuchawki i poszedł alejką.
Przez dłuższą chwilkę patrzałyśmy na niego,aż zgubiłyśmy go z oczu.
--------------------------------------------------Przepraszam za błędy. ^.^
Mam nadzieję że się podobało.Jeśli tak to komentujcie,jeśli nie to też piszcie.